Dzisiaj dzień kobiet, jakby nie patrzeć w jakiś sposób moje święto. Dlaczego się nie cieszę? Może dlatego, że teraz zaczyna się dla mnie okres takiego przygnębienia i zamartwiania się o mamę. Mimo że wiem, że tyle osób chce mnie wspierać, że czuję to wsparcie to nadal jest mi trochę smutno.
Gdyby tak móc uniknąć tego wszystkiego, ale się nie da. Zaraz do szkoły. Tam wsparcie aż dwóch osób. A jak co to są zawsze Ala i Agata. Ale mimo wszystko...
Bo to wszystko smutne...
To smutne kiedy przyjaciel nie widzi co robi...
To smutne kiedy staje się ofiarą i kiedy się tego nie wytrzymuje.
Ale czy to ważne?
Nie, nie napisze, czy to kogoś obchodzi. Bo jest ta jedna osoba, którą na 100% to obchodzi. Są nawet 3 takie osoby. Szczęśliwa trójka?
Wczoraj znowu płakałam. Znowu sama.
Dzisiaj w szkole znowu. Zmniejszam populacje wody w moim organizmie.
Mam powód? Nie wiem już. Czuję się w tym zagubiona.
Cały czas myślę, że mam powód, ale powoli on gdzieś znika. Tak jakby nic w co wcześniej wierzyłam nie istniało. To uczucie bezsilności!
Dostała walentynkową kartkę, kształt serduszka, w środku napisane to co zawsze na to oklepane święto, zaśmiała się pod nosem. Idiotyzm...
Walentynki:
Od zawsze to było święto komercji, dlaczego? Bo jak się jest singlem to to święto o tym dotkliwie przypomina, przypomina o tym, że nikt nas jakoś tak mocno nie kocha, a kiedy jest już się z kimś to każdy dzień jest szczególny i nie potrzeba do tego dziwnego wymysłu. Jedyny pożytek z tego, to to że wielkie korporacje produkujące kartki i czekoladki bogacą się tego dnia na serduszkowym maniactwie. Wielkie mi halo dostać kartkę z narysowanymi wszędzie serduszkami i napisem: "Kocham Cie". Można taką sobie samemu kupić w sklepie. Wielkie mi halo dostać czekoladki w kształcie serca, które zostaną zjedzone tego samego dnia. Wielka mi rzecz żeby ktoś powiedział wtedy po raz pierwszy "Kocham Cie" jeśli nie powie tego przez cały rok więcej. Bo to święto dla niektórych jest na miarę jakiegoś nie wiadomo jak ważnego. A tak naprawdę to jest dziwny twór, nic nie warty w życiu każdego człowieka. Po prostu święta walenia w tynki, nothing more.
To co piszę nie znaczy, że nie dostałam nic i jestem zła jak cholera. Bo to nie jest prawda. To zdanie uformowało się we mnie już dawno. Tak naprawdę wystarczy się przyjrzeć temu. Jest się samemu, wszyscy dostają kartki, Ty nie, od razu dół. Jest się z kimś, to codziennie można dostawać prezent, słyszeć to "Kocham Cię" i zjadać czekoladę. Nie trzeba w tym celu dawać zarobić wielkim korporacjom. Ale to naprawdę nie znaczy, że to nie jest obiektywne zdanie. Bo jakby nie patrzeć, walentynki posłużyły wczoraj za pretekst do dania sobie prezentów. Tak samo jak w marcu za to posłuży dzień kobiet, tak samo jak w styczniu za to posłużył miesiąc bycia razem. W grudniu na święta dostałam czekoladę, to był start. Po miesiącu w styczniu dostałam taką śliczną kartę z napisem: "Jesteś królową mojego serca", a teraz dostałam prześliczne kolczyki w kształcie serduszek. Naprawdę mi się podobają, a przy okazji mogę je nosić zawsze.
Wczorajsze popołudnie było boskie. Przyszedł, drzwi otwierała mu moja siostra czekając już z trzepaczką do dywanów, bo nie przyprowadził siostry. Ja siedziałam jeszcze w kuchni przygotowując herbatę karmelową dla nas. Później siedzieliśmy w pokoju i bliźniaki nie chciały wyjść, w końcu mama ich wygoniła, zaczęliśmy oglądać film, jeżeli można nazwać to oglądaniem. Później drugi film w ten sam sposób. A na koniec... Było cudownie :) Teraz tylko zostaje świadomość tego, że w tym tygodniu jest sprawdzian z fizyki i matematyki, a to oznacza całą niedzielę liczenia zadań.